Czy połowa „wieku” to czas aby myśleć o karierze 2.0?

Z naturalnym zainteresowaniem czytam teksty o perspektywach zawodowych osób w średnim wieku. Sama jestem w średnim wieku, więc też rozumiem co czytam i wiem o czym to jest.

 

W mojej książce „Zbuduj karierę swoich marzeń” temu tematowi poświęciłam cały rozdział „Na zakręcie – kariera 50+”.

Napisałam też już kiedyś specjalny wpis na moim blogu o temacie „kariery na zakręcie”. 

Dlaczego znowu wracam do tego tematu?

A mianowicie dlatego, że pracując nad tekstem do nowo powstającej książki „Jak Feniks z popiołów – O wypaleniu zawodowym i stresie w czasach kryzysu”    temat kariery w połowie aktywności zawodowej znowu do mnie wraca.

 

Chcę znać opinię profesjonalistów, sama temat analizuję i zgłębiam, ponieważ nie zamierzam skazywać się na oczekiwanie na emeryturę. Byłoby to w moim przypadku gorzkim żartem. Ostatnie symulacje wykazały, że za świadczenie emerytalne nie jestem w stanie, oczywiście przy moich oczekiwaniach, przyzwyczajeniach i standardach życia jakie lubię, przeżyć 10 dni :). Ja wiem, odezwą się zaraz głosy, że standard życia można obniżyć, że nie trzeba żyć rozrzutnie itd., ale…. czy nie po to harujemy całe życie, żeby na emeryturze cieszyć się życiem? Ja zamierzam tak zrobić. I co w związku z tym.

 

Tak więc czytam, że człowiek w okolicach półwiecza powinien szykować się na drugą karierę, ponieważ „stara” się zaraz wyczerpie.

Kiedyś byłam zaskoczona takim sposobem myślenia, ale po moich niedawnych doświadczeniach już tak nie myślę. Uważam, że jest to najprawdziwsza prawda i jeśli ktoś tego w porę nie zrozumie, ma olbrzymią szansę na bolesne rozczarowanie i twarde lądowanie w momencie, kiedy będzie się tego najmniej spodziewać.

Podobno każdy rozsądny Amerykanin wraz z wybiciem pięćdziesiątki szykuje się na nowe zawodowe życie. Ja zaczęłam odrobinkę szybciej, ale stwierdzenie uważam za trafione w punkt.

Dlaczego to takie ważne? Przede wszystkim dlatego, żeby nie znaleźć się na cmentarzu, na razie na cmentarzysku prezesów, dyrektorów, menedżerów. Specjaliści od zatrudniania tłumaczą, że profesjonaliści dobiegający półwiecza gwałtownie tracą na atrakcyjności. Mówiąc eufemistycznie, brakuje dla nich ofert. W realu wygląda to tak, że dostają wymówienie rok przed przedemerytalnym okresem ochronnym. Zastępują ich młodsi, z biegłym TikTokiem.

Drugi powód to… i tu znów temat palący –  wypalenie zawodowe. Człowiek w dużej firmie, jeśli piął się sprawnie, najprawdopodobniej zrobił wszystko i entuzjazm spadł do zera.

Trzeci powód to wkurzenie, że się robi coś, czego się nie lubi. Pięćdziesiątka to ostatni dzwonek, żeby wskoczyć na inne tory i zająć się prawdziwą pasją, także tą porzuconą w młodości.

Ja chciałam zawsze być pisarką, wstawać rano bez budzika wiercącego dziurę w mózgu, tak sama z siebie, być może przypiekana porannym słońcem, zaparzyć sobie aromatyczna kawę, zjeść „śródziemnomorskie” śniadanie i zasiąść na tarasie z laptopem do pisania. 

 

Kiedy straciłam pracę kilka lat temu, w wieku 45+, to to marzenie było moją główną motywacją do wzięcia się w garść i zrobienia czegoś dla siebie. Tak powstała moja pierwsza książka. Potem kolejne pomysły wpadały do głowy z taką częstotliwością, że nie nadążałam z ich realizacją. Do pełni szczęścia brakuje mi dziś, aby ta moja pasja była źródłem dochodu, ale na to jeszcze za wcześnie. Jeszcze jestem aktywna zawodowo w moim pierwszym etapie kariery i nie chcę z tego zrezygnować. Nie mniej jednak, budowanie sobie drugiej „nogi” zawodowej na drugą, a może trzecią część życia uważam za rozpoczęte. 

 

To co dodatkowo daje mi zajmowanie się własnymi pasjami po godzinach, to ochrona przed wypaleniem zawodowym. Realizacja pasji to lek na całe zło. Nigdy wcześniej nie czułam tak ogromnego pokładu energii, takiej radości życia i pomimo, że pracuję 20/24h nie czuję zmęczenia, czuję radość. Mam kolejne marzenia i konsekwentnie zamierzam je realizować aż do śmierci.

 

Specjaliści podkreślają, że na zawodowy cmentarz częściej trafiają kobiety i to one powinny zadbać o drugą połowę zawodowego życia. Chyba że planują etat babci, mają policyjną emeryturę lub są rentierkami.

 

Wciąż to nie ja. 

 

Żeby wczesne żeńskie roczniki 70. nie zaczęły skakać z mostu, specjaliści pocieszają, że człowiek pięćdziesięcioletni ma dużo kompetencji, które powinny się sprzedać. Są nimi empatia, cierpliwość, umiejętność zarządzania chaosem, znajomość wielu dziedzin, czyli wielokompetencja i multitasking. 

 

Jeśli chodzi o zarządzanie różnorodnością, to oczywiście mam te umiejętności. Sama siebie ostatnio zaskakuję ile rzeczy naraz potrafię zrobić, o ilu pamiętać, i jak wykorzystać efektywnie każdą jedną sekundę z 24h dnia.

 

Profesjonaliści uważają, że nie można decyzji o zmianie przeciągać w nieskończoność.

 

Trzeba zamknąć oczy, zatkać nos i zrobić pierwszy krok. Zapisać się na kurs jogi lub umówić się na wizytę do banku, żeby sprawdzić, czy nas stać na pensjonat na Mazurach. 

 

No cóż, jogi nie ćwiczę, ale za to moją nową miłością stał się pilates, przede wszystkim w momentach, kiedy nie jestem w stanie obejrzeć się za siebie bez skrzypienia w okolicach szyi. 

 

Jeśli chodzi o pensjonat na Mazurach to akurat mam inny kierunek geograficznych westchnień i TAK, zrobię TO, nie zejdę z tego świata zanim tego nie dokonam.

 

I tego Wam życzę! 

Determinacji i uporu w realizacji własnych marzeń i celów, a także udanej drugiej połowy życia!

Zostaw komentarz

%d bloggers like this: